Jesteś tutaj:

Co to jest?

  1. Podaje miejsce i czas;
  2. Wymienia osoby i ich zachowania;
  3. Opisuje osoby krótko, ale plastycznie;
  4. Stosuje dynamiczne słownictwo;
  5. Używa czasu teraźniejszego.

Tak, tak…Drogie Dzieci. Kiedy to było? Szósta klasa? Może wcześniej albo później, programy nauczania też są dynamiczne, ale definicja się nie zmienia. To – OPIS SYTUACJI.

Ale to również zadania i założenia audiodeskrypcji.

Czy to znaczy, że nieaktualne jest to, co odkryłam jakiś czas temu, że…

Audiodeskryptor reporter?

… jak powyżej – audiodeskryptor to reporter? Jednocześnie rozważałam, czy audiodeskrypcja to nie są didaskalia dla odbiorcy…

Zdezorientowanym podpowiadam, że nie ma w tym sprzeczności, a nawet wręcz przeciwnie.

Jak zwykle – ciąg dalszy rozważań teoretycznych nastąpi. Dla zainteresowanych zadanie: zastanówmy się, co jest jednostką czasu w audiodeskrypcji? Skoro opisujemy sytuację, czy sytuacja trwa minutę, pół minuty, sekundę?

Do przeczytania!

Warto się powtarzać!

Adepci audiodeskrypcji często starają się unikać powtórzeń (panie od polskiego pewnie byłyby dumne). Skutkiem tego „urządzenie” zostaje po chwili przemianowane na „maszynę”, „wysoka kobieta” – przechrzczona na „szatynkę”, a „młoda kobieta”, „dziewczyna” i „blondynka” określają zamiennie tę samą bohaterkę.

Jakkolwiek uroda języka jest w audiodeskrypcji bardzo cenna, a powtórzenia z pewnością są skazą na urodzie – apeluję:

Nie bójmy się powtórzeń!

Kot siedzi na parapecie
Kicia

Ich brak wyrządza bowiem szkody znacznie większe – zaburza rozumienie przekazu. Pamiętajmy, że w audiodeskrypcji nazwanie służy także identyfikacji, dlatego tę samą osobę/rzecz należy zawsze określać tak samo.

Nauka patrzenia na film i nie tylko…

…czyli ciąg dalszy rozważań teoretycznych.

Do przemyślenia.

  • Czy możemy założyć, że osoba niewidząca od urodzenia (albo od bardzo dawna) potrafi odczytać i właściwie zinterpretować język kina, jeśli sama czynność patrzenia wymaga zdobycia doświadczeń i utworzenia właściwych połączeń nerwowych?

Niemowlę widzi obraz odwrócony, płaski, nieostry i nie rozróżnia kolorów. Kształtowanie widzenia trwa około pół roku. 

Miś zabawka. Odwrócony obrazek.
Misiek w oczach dziecka
  • Czy możemy założyć, że poinformowanie w tekście audiodeskrypcji o ruchu kamery, montażu lub rodzaju planu po pierwsze – umożliwi „wyświetlenie” filmu w wyobraźni, a po drugie – w konsekwencji jego zrozumienie i przeżycie?

Moja odpowiedź: Nie.

  • Czy osoba niewidoma, słuchająca audiodeskrypcji, oczekuje tych samych informacji, co osoba widząca, która patrzy na film?

Moja odpowiedź: Nie.

Nie każde spojrzenie na film służy śledzeniu fabuły. Widz może być świadomie lub nieświadomie zainteresowany różnymi elementami obrazu, których obecność na ekranie nie musi łączyć się z przebiegiem fabuły. Nie każdy rzut oka  jest równie ważny i przemyślany, czasem może być pewnego rodzaju pomyłką, fałszywym tropem, ale – w przypadku osoby widzącej – takie rozproszenie uwagi nie skutkuje zgubieniem wątku.

Cdn.

Coś dla teoretyków

Poszukującym jedynie słusznych dróg dla AD chciałabym podsunąć kilka refleksji. Refleksje nie są jedynie słuszne, ponieważ odbiór filmu zależy do mnóstwa czynników. Na przykład od tego, czy widz:

  • Ogląda film czy słucha go z AD;
  • Jest słabowidzący, niewidomy od urodzenia czy stracił wzrok, mając już doświadczenia jako odbiorca filmów;
  • Jest kobietą czy mężczyzną;
  • Jest wykształcony bardziej lub mniej;
  • Zakładając, że życie i edukacja przed nim – jest dzieckiem, nastolatkiem czy człowiekiem dojrzałym;
  • Wybrał edukację humanistyczną czy wręcz przeciwnie;
  • Identyfikuje się z bohaterem, jeśli tak/nie – dlaczego;
  • Ma predyspozycje do odbioru spontanicznego, emocjonalnego czy raczej analitycznego;
  • Nawiązując do powyższego – oczekuje rozrywki czy informacji?

Warto poznać dominujące we współczesnych badaniach nad odbiorem filmu podejście kognitywne. Upraszczając, można je zdefiniować jako dostrzeżenie w analizie odbioru – wiedzy i doświadczeń. Wiedza, przez widzów zwykle nieuświadamiana, to na przykład znajomość konwencji. Taki odbiór nie wyklucza emocji, ale ich wywołanie wymaga pozyskania i zinterpretowania informacji. Zainteresowanych odsyłam do podręcznika „Historia myśli filmowej” (Alicja Helman, Jacek Ostaszewski) lub tekstu „O widzu myślącym” (Jacek Ostaszewski, Kultura współczesna 2/1994).

Jacek Ostaszewski wyróżnia trzy zakresy wiedzy wykorzystywane w trakcie odbioru:

„Wiedza narracyjna, która nie będąc zasobem wiedzy specyficznie filmowej, pełni  najważniejszą funkcję w opracowaniu opowieści filmowej. Wnosi ona wiedzę o typowych fabułach, rolach protagonistów, sekwencjach działań i wzorach łączenia ich w koherentną akcję (…)

Ogólna wiedza o świecie, dzięki której widz potrafi wyciągnąć wnioski dotyczące zdarzeń nieprzedstawionych i na podstawie odpowiednich danych zweryfikować swe wnioski. Wiedza ta jest powiązana z wiedzą narracyjną, gdyż wypełnianie luk musi być uzgadniane z przyjętym dla narracji schematem elips temporalnych (…)

Wiedza o filmowych środkach i formach przedstawiania. Do tych form zalicza się przede wszystkim montaż, a także kadrowanie, kąty widzenia kamery, transfokacje, jazdy, panoramy, efekty barwne i dźwiękowe, muzykę itp. Odbiorca, dzięki wiedzy, jaką posiadł na ich temat, może śledzić narrację filmową i budować oczekiwania co do rozwoju wypadków”.

I to jest nasze – audiodeskryptorów – zadanie: nie tylko zastąpić obraz słowem, ale przekazać takie informacje, które nasz odbiorca będzie mógł wykorzystać w połączeniu ze swoją wiedzą.

Z perspektywy audiodeskryptora…

„Audiodeskrypcja podejmuje próby zaznaczania montażowych tricków. Słuchając opisów typu: ekran zaciemnia się, ujecie z perspektywy żaby – mam dobre pole dla własnej wyobraźni. Niestety ten nerw wzrokowy chyba najgrubszy jest, przez co luki mam…”

To fragment dyskusji o jednym z filmów, ze strony Internetowego Klubu Filmowego Osób Niewidomych (ikfon.defacto.org.pl).

Jeśli, Drogi Czytelniku, jesteś operatorem filmowym, reżyserem, montażystą lub filmoznawcą – cieszę się, że to czytasz i zapraszam do dyskusji. Wszystkich pozostałych – namawiam do refleksji. Powiem więcej – do autorefleksji.

  • Po pierwsze – czy wszyscy znają pojęcie „perspektywa żaby”? Jeśli nie, można refleksje zakończyć w tym momencie.
Żaba w stawie.  Podpis: kumkanie żaby.
perspektywa żaby
  • Jeśli tak – zapraszam dalej…
  • Czy idziemy do kina po to, by analizować język filmu, czy może chcemy poznać historię, którą twórcy filmu opowiadają i przeżyć związane z nią emocje?
  • Zakładając, że jednak to drugie (przypominam, że nie jesteśmy teoretykami) – czy mechanizm przeżywania odbywa się w następujący sposób?

Patrzę. Widzę perspektywę żaby. Myślę: „Aha, to znaczy, że w tym momencie powinnam/powinienem mieć wrażenie, że… (tu każdy wstawi to, co uzna za stosowne)”. Wywołuję w sobie właściwą emocję. I jedziemy dalej! Tylko szybko, bo właśnie mamy plan amerykański.

???

Drodzy Teoretycy, miłego analizowanie kadrów!

Drodzy Słuchacze Audiodeskrypcji, miłego słuchania bez zagadek i rebusów 🙂

 

 

 

Z cyklu „Biję się w piersi, znów poprawiłam”: Dopełniacz w niełasce

Miś zabawka na słowniku
Misiek polonista

„Potrzebuję nowy telefon” – oznajmił bohater programu telewizyjnego, do którego opracowałam napisy. Bohaterka innego wyznała, że „od lat używa ten krem”.  Niestety nie oni jedni nie zdają sobie sprawy, że bardzo potrzebują i powinni częściej używać (kogo? czego?) słownika…

Skąd ta powszechna niechęć do dopełniacza? Niby dlaczego biernik lepszy…?

Tłumaczenie z polskiego na… też polski

Będziemy się chwalić i dzielić satysfakcją, jakiej nam dostarczyły nasze ostatnie wyzwania audiodeskrypcyjno-teatralne. W tym – radością  pisania…jakoby Fredro didaskalia pisał.

„Damy i Huzary”

Dworek na pagórku. Napis: Damy i huzary
Ninateka: Damy i huzary

Fredro oczywiście didaskalia pisał, ale w audiodeskrypcji nie udało się ich wykorzystać. Kto pisał AD, ten wie… jak trudno zmieścić zdanie, choć połowę zdania, gdy miejsca brak nawet na słówko, czas wciąż nas pogania…

A jeśli chcemy, by tekst… współbrzmiał i tętnił, grał i pulsował, bawił, gdy aktorowie samą swoją fizjonomią uciechę dają…

Gdy już się zacznie, trudno przestać. Spróbowałam jednak przetłumaczyć fragmencik. Napisać to samo, ale…

Jest:

W ogrodzie Aniela słyszy tajemny sygnał. Wytęża wzrok. Porucznik biegnie co sił w stronę, skąd dobiega pohukiwanie. Aniela wyciąga szyję, wypatruje… Dostrzega coś śród zieleni… Biała postać mknie przez łąkę na spotkanie Porucznika. To Zosia… Wyciąga ku niemu dłonie.

A gdyby tak:

W ogrodzie. Aniela słyszy dziwny dźwięk. Rozgląda się. Porucznik biegnie szybko w stronę dźwięku. Aniela zauważa coś między krzewami. Ktoś ubrany na biało biegnie do Porucznika. To Zosia… Wyciąga do niego ręce.

Nieee…

A jeśli radość współtworzenie czuje też lektor… Rezultat przedni. Podziękowania dla Pana Macieja Orłowskiego.

Miłego słuchania 🙂

Rola lektora…

…i autora obecnego na nagraniu – wielka jest. Co muszę stwierdzić jako autorka, żałując, że nie mam odpowiednich warunków głosowych i/lub pewności siebie, która pozwala nie przejmować się warunkami. A było tak…

W celach naukowych i publicystycznych postanowiłam przypomnieć sobie dawne, dawne dzieje i teksty, żeby się zainspirować, być może napisać coś o audiodeskrypcji dla dzieci. I cóż? Zdumienie! Pewna firma postanowiła powtórnie nagrać coś, co było – jak mi się wydawało – nieźle nagrane.

Bez nazwisk i bez tytułów. Kto wie, ten się domyśli. 🙂 Wyjęłam tekst, porównuję… Miejscami lepiej, dokładniej, przyznaję… Po tylu latach też bym poprawiła. I to o wiele gruntowniej! Ale i tak uważam, że poprzednia wersja była lepsza. W tej nowej:

– Częste zjawisko „podajeodbiera”  (odsyłam do tekstu „Portki Chopina”, poniżej) – jeśli chcemy słuchacza zainteresować, to grzech wielki;
– Zamiast lektora z uśmiechem w głosie – głos z horroru;
– Zamiast budowania napięcia – obojętność.

Wnioski:

  • Koniec wieńczy dzieło, najlepszy tekst można zepsuć nagraniem, słabszy tekst można nagraniem ubarwić;
  • Zainteresowanie słuchacza – to podstawowe zadanie audiodeskrypcji dla dzieci;
  • Wzbudzenie sympatii słuchacza – jak wyżej!
  • Ułatwienie zrozumienia fabuły – jak wyżej!

A jak to zrobić – mając do dyspozycji środki literackie i dobrego lektora – o tym stopniowo, Drogie Dzieci. Ciąg dalszy nastąpi 🙂

Miś zabawka na jseiennej łące.
Misiek jesienny

Dlaczego zachwyca, choć nie powinien?

Kto jeszcze ma wątpliwości, czym jest i jaka powinna być audiodeskrypcja, obowiązkowo powinien obejrzeć ten teledysk.

Teledysk z audiodeskrypcją

A teraz powtórzmy tytułowe pytanie: Dlaczego teledysk z audiodeskrypcją zachwyca (nie wierzę, że kogoś nie zachwycił), choć nie powinien (bo audiodeskrypcja jest w sposób oczywisty subiektywna i bardzo dobrze!!!) – tutaj gramatycznie niezbędny znak zapytania – ? Ale pytanie czysto retoryczne. Oczywiście zdaniem autorki. A oto odpowiedź:

Bo ta audiodeskrypcja jest znakomitym, przemyślanym utworem. W świetle prawa autorskiego – dziełem zależnym (o tym kiedyś, osobno), ale niezależnie od tego jest utworem, którego treść i forma łączą się nierozerwalnie i naturalnie. Treść to intencja autora, forma – to realizacja. Zauważmy, że – aby powstał utwór – autor musi mieć coś do powiedzenia, a potem skutecznie i konsekwentnie zrealizować swoją koncepcję.

Autor chce przekazać, że wyczyny sportowców budzą zachwyt, podziw, szacunek, chwilami niedowierzanie. Czy można, oglądając ten teledysk, ani przez moment nie odczuwać jednego z powyższych? Czy można opisać i opowiedzieć treść teledysku, nie przekazując, że to, co oglądamy, zadziwia, zachwyca, budzi podziw i radość?

Żeby sobie uzmysłowić, jak bardzo nie można, wyobraźmy sobie przeciwieństwo tej audiodeskrypcji:

– Zamiast śmiechu, radości i podziwu w głosie – beznamiętność, głos wyprany z emocji;
– Zamiast informacji „imponujący skok” – obiektywny komunikat: „przeskakuje poprzeczkę” albo „pokonuje wysokość” (nie wiem) być może 180 cm;
– Zamiast żartobliwego okrzyku „auć” – nic.

Nuuuda…

Na szczęście mamy:

  • tekst spontanicznie subiektywny,
  • nieprzeładowany, dla uzyskania płynności i optymalnego tempa, pomijający niektóre kadry,
  • zgrabnie wykorzystujący dźwięki teledysku…
  • komentujący je i wplatający się ze swoim osobistym okrzykiem,
  • reportersko podający dodatkowe informacje, czyli nazwiska niektórych sportowców.
  • Ten tekst lektor odczytał ze zrozumieniem, co oznacza właściwy dobór środków lektorskich, a nawet – nie bójmy się tego słowa – aktorskich. Oczywiście lektor powinien nimi dysponować, a co to znaczy – to też osobny temat.

To samo można powiedzieć o kongenialnej wersji w języku migowym!

Teledysk z językiem migowym i napisami

 

Jakby gdzieś…

„Gdziesie” strasznie się plenią jako podpórki językowe, mniej elegancko nazywane językowymi śmieciami – kto wie, czy nie wygrały już z „jakby”. Właśnie natknęłam się na zdanie: „To była najtrudniejsza kwestia – gdzieś uspokoić głowę” ( i bynajmniej nie chodziło o miejsce dogodne do opanowania emocji).

Jakby gdziesie
Jakby gdziesie

Na szczęście robiąc napisy, zazwyczaj można uprzątać takie śmieci z czystym sumieniem, bo z braku czasu i tak trzeba skracać tekst. Gorzej gdy zaśmiecona wypowiedź jest w dodatku rozwlekła…

Do góry