Opracowujemy wszelkie zarejestrowane utwory audiowizualne, w tym: filmy, programy telewizyjne, spektakle teatralne i nagrania zamieszczane na stronach internetowych.
Teksty o audiodeskrypcji zwykle zaczynają się od jej definicji — jakby wciąż trzeba było tłumaczyć, czym jest i po co istnieje. Tymczasem audiodeskrypcja jest już formą dojrzałą, obecną i oczywistą. Może czas przestać ją definiować, a zacząć analizować? Mimo wszystko postanowiłam zdefiniować ją raz jeszcze: film z audiodeskrypcją jest narracją dźwiękową. Składają się na nią dialogi, głosy aktorów, muzyka, dźwięki, cisza i odczytane słowa audiodeskrypcji. Nie jest to uboższa wersja filmu ani instrukcja do „wyświetlenia” go sobie w głowie. To inny sposób przekazania tej samej opowieści.
Od autora tekstu audiodeskrypcji oczekuje się obiektywizmu. Jednak obiektywny odbiór dzieła nie istnieje. Każdy ma własny „Proces” Kafki i własnego „Franza Kafkę”. Także audiodeskryptor/ ka jest odbiorcą/odbiorczynią. Ogląda film przez pryzmat swojej wiedzy, doświadczenia i wrażliwości. Coś przykuwa uwagę, coś niepokoi, śmieszy, budzi skojarzenia… Sprawia to świadomie wybrany przez twórców język filmu — obraz, montaż, rytm dźwięku i ciszy.
Własnego odbioru nie można wyłączyć, jednak proces pisania musi być świadomy. Audiodeskrypcja nie jest informacją o tym, co widać. Nasz tekst ma pomóc odbiorcom śledzić rozwój opowieści. Żeby tę narrację prowadzić logicznie, sami musimy najpierw odczytać intencje twórców: zrozumieć, po co dany obraz pojawia się właśnie w tym miejscu i co wnosi do całości. Dopiero wtedy możemy zdecydować, czy i w jakiej formie informacja o obrazie (szeroko rozumianym) znajdzie się w tekście.
Wierzę, że nadszedł dojrzały etap myślenia o audiodeskrypcji. Przestajemy szukać definicji, zaczynamy analizować. Dlaczego ta audiodeskrypcja jest oszczędna, a inna gęsta? Dlaczego jedna nazywa emocje, a druga zostawia je dźwiękowi? Jak słowa współpracują z dialogiem, muzyką i ciszą? Jak tekst interpretuje lektorka/lektor? Czy realizator dźwięku znajduje dla niego właściwe miejsce w ścieżce filmu?
Czy to znaczy, że dobra audiodeskrypcja z definicji (a jednak!) nie ogranicza się do opisu tego, co widać? Taka też może być, jeśli właśnie tego potrzebuje film.
Neologizm w audiodeskrypcji? Brzmi podejrzanie? Audiodeskrypcja ma przecież opisywać obraz, a nie popisywać się słowotwórstwem autora. Ma być zrozumiała, szybka, precyzyjna, nie przeszkadzać filmowi.
To wszystko prawda. Aż pewnego dnia na warsztat audiodeskryptora/audiodeskryptorki trafia film, w którym cień odrywa się od kota, rośnie do ponadkocich rozmiarów i okazuje się, że język polski nie jest na to przygotowany. Jeszcze. Wtedy pojawia się kotocień. Tak było w audiodeskrypcji filmu „Fleak”.
Można oczywiście powiedzieć: wielki czarny cień przypominający kota. Można nawet dodać, że ma oczy, rośnie, zbliża się i wszystko pożera. Jednak w filmie dla dzieci, przy szybkim tempie akcji… Za długo, za ciężko i za poważnie. Kotocień rozwiązuje problem od ręki, nawet od łapy. Jest kot. Jest cień. Jedno słowo i obraz gotowy.
Inny przykład: audiodeskrypcja filmu „Juliusz”. W dach samochodu wbija się potężny konar. Auto rusza. Gałąź kołysze się, liście zaglądają do środka, samochód jedzie z godnością, jakby od zawsze był pojazdem częściowo roślinnym. I wtedy przydaje się określenie: udrzewione auto. Porównajmy: „jedzie samochód z wbitym w dach rozgałęzionym, ulistnionym konarem” albo „jedzie udrzewione auto”. Za pierwszym razem – oczywiście to pierwsze. Trzeba powiedzieć, co się stało. Ale gdy scena przeciąga się, skrót jest lepszy. Jedzie udrzewione auto. I wszystko wiadomo. Pod warunkiem, że nowe słowo jest zrozumiałe, pasuje do konwencji i skraca opis, nie – komplikuje go.
W filmach dla dzieci neologizmy mogą się sprawdzić wyjątkowo dobrze. Choćby dlatego, że najlepszymi twórcami neologizmów są same dzieci. Nie szukają słowa w słowniku, tworzą je spontanicznie i sprawdzają, czy działa. Odkurzacz może być kurzowciągiem, rękawiczka — palcową skarpetką, a cień kota — kotocieniem.
Dorośli autorzy audiodeskrypcji mogą się od dzieci uczyć odwagi w nazywaniu świata. Ale my też mamy coś do przekazania. Możemy pokazywać dzieciom, jak ważne są słowa. Pod warunkiem, że są trafnie dobrane.
Ta audiodeskrypcja miała premierę jeszcze w marcu i od tego czasu dostępna jest w aplikacji (nomen omen) Kino Dostępne, ale dopiero teraz nadrabiamy zaległości.
„Fleak” – animacja dla dzieci do lat stu – to film dla tych, którzy gubią skarpetki, lubią tajemnicze nieziemskie stworki i fascynują ich podróże między wymiarami. Okazuje się, że w innym wymiarze zwykły cień może urosnąć do rozmiarów poważnego kłopotu.
Audiodeskrypcja do takiej historii też musi czasem przeskoczyć między wymiarami: nadążyć za zawrotnym tempem akcji i pobawić się opisywaniem niestworzonych stworków. Dlatego pojawił się w niej kotocień. Bo kiedy kot Orzeszek i jego cień zaczynają żyć wspólnym filmowym życiem, a cień urasta do rozmiarów ponadkocich, wręcz ponadbudynkowych, jedno słowo sprawdza się lepiej niż długi opis zjawiska.
O takich słowach piszemy więcej w nowym wpisie z cyklu „Z dziennika praktyka”.
A „Fleaka” polecamy dzieciom, rodzicom i wszystkim, którzy nieustannie gubią skarpetki i – od czasu do czasu – przez przypadek trafiają do innego wymiaru.
Po długiej zimie wreszcie wiosna! Słoneczna pogoda zachęca do spaceru, a spacer można zakończyć w kinie na filmie z audiodeskrypcją. W aplikacji Kino Dostępne pojawiły się właśnie nasze opracowania do dwóch nowych filmów.
Dla starszych widzów thriller psychologiczny „Zima pod znakiem wrony”, czyli obraz Polski sparaliżowanej stanem wojennym, pełen grozy, mroku i absurdu. Jak z koszmaru – nieprzypadkowo, bo granica między jawą a snem chwilami się tu zaciera, co stanowi nie lada wyzwanie dla audiodeskryptora. A do tego pościgi, konspiracja, śledztwo, przemyt tajnych materiałów… Jest co opisywać i jest co oglądać.
Dla dzieci i młodzieży „Za duży na bajki 3” – nasza trzecia przygoda z audiodeskrybowaniem perypetii Waldka, znanego szerzej jako Waldi Mocarny Pierwszy, król turniejów gamingowych. Tym razem drużyna Queen & Kings mierzy się z internetowym hejtem. Jak w poprzednich odcinkach serii część akcji toczy się w świecie wirtualnym, co audiodeskrypcja musi w odpowiedni sposób zasygnalizować i zobrazować. Jako urozmaicenie – grupowy break dance na nadwiślańskim bulwarze. I oczywiście ekscentryczna ciotka Mariolka, która niezawodnie znajdzie wyjście z każdej sytuacji.
Oba filmy do obejrzenia z audiodeskrypcją w każdym kinie na każdym seansie dzięki aplikacji Kino Dostępne. Polecamy i wracamy do pracy nad kolejnymi filmami, które niebawem się w niej pojawią.
Autor: Przemek
PS Przecudnej urody obrazek stworzyła oczywiście nasza koleżanka AI. Wstawiła: ikun. Do zadań audiodeskrypcyjnych nadal polecamy siebie (w kolejności alfabetycznej): Iza, Przemek, Ula.
Stowarzyszenie „De Facto” słowami Przewodniczącej Zarządu Pani Renaty Nych poinformowało:
Podczas XIV edycji Festiwalu Kultury i Sztuki dla Osób Niewidomych widzowie w Płocku i uczestniczący festiwalu w formule on-line przyznali nagrody za najlepszą audiodeskrypcję.
”Przyznajemy nagrodę bo chcemy zbliżać: twórcę do odbiorcy. Odbiorcę do twórcy. To tu, w Płocku, festiwalowa publiczność potrafi docenić i oddać uznanie twórcom i konsultantów skryptów”.
Trzecie miejsce Audiodeskrypcja do filmu „Drzewa milczą”, Audiodeskrypcja: Aleksandra Bratkowska, Konsultacja: Beata Wiśniewska – otrzymała łącznie 26 punktów. Gratulujemy!
Drugie miejsce Audiodeskrypcja do filmu „Kos”, Audiodeskrypcja: Alicja Maciejewska, Konsultacja: Edyta Grabowska – Gwardiak – otrzymała łącznie 27 punktów. Gratulujemy!
Pierwsze miejsce otrzymała Audiodeskrypcja do filmu „Biała odwaga”, Audiodeskrypcja: Izabela Künstler-Zawisza – otrzymała łącznie 37 punktów. Gratulujemy!
Mamy film. Mamy audiodeskrypcję. Mamy producenta. Mamy dystrybutora. Mamy kopię wzorcową. I co? Audiodeskrypcja w archiwum, TVP produkuje swoją wersję.
Producent spełnił warunki, dofinansowanie rozliczył. Dystrybutor – stawia warunki, obowiązków nie ma. On ma interesy, swoje interesy, a najbardziej – nie chce mieć kłopotu. Na przykład:
Filmy łącznie mają 30 aktów (zaokrąglone w dół o jedną minutę), co oznacza (także zaniżając) potencjalnie (mniej więcej) 7 tys. zł oszczędności (lub taki niepotrzebny wydatek).
Co to znaczy? Na przykład (ot taka wyspa Utopia ?): – telewizja lub organizacje mogłyby opracować dodatkowe trzy filmy; – ministerstwo (któreś) mogłoby przeznaczyć środki w ramach tego lub innego projektu na inne cele; – a gdyby producentem audiodeskrypcji był komercyjny producent (zmuszony do tego zapisem tej lub innej ustawy ustawy), mógłby sprzedać licencję za wyższą cenę, odzyskując część środków.
O napisach dla niesłyszących nie wspomnę. Zazwyczaj też są zrobione dwa razy.
Co zrobić? Wykonane audiodeskrypcje wpisywać do metryki filmu. Utopia? Kłopot? Cóż… Kiedyś trzeba zacząć. Najtrudniejszy pierwszy krok!
TVP 2, 2024-06-18, 20:35 – Bo we mnie jest seks / 101 min TV Polonia, 2024-06-22, 21:15 – Boisko bezdomnych / 119 min TV Polonia, 2024-06-23, 04:45 – Pan Wołodyjowski cz. I / 75 min
Czy ma sens opisywanie świata, którego dzieci niewidzące od urodzenia nie znają? Zjawisk, których nie rozumieją? Przedmiotów, których nie dotknęły? W którym momencie to ma sens i jakie filmy wybierać? To pytania do tyflopedagogów. My zakładamy, że adresatami audiodeskrypcji filmów dla małych dzieci są dzieci słabowidzące. Tym odbiorcom – jak wszystkim, niezależnie od wieku – dostarczamy emocji, wciągamy ich w fabułę, czyli – bawimy! Cokolwiek to znaczy 🙂
Jako ilustracja „Pies w cyrku”. Audiodeskrypcja tak wrosła w film, że wydaje się narracją z góry zaplanowaną i przemyślaną przez jego twórców. Między nami mówiąc – jest jedyną wersją tego filmu dostępną na stronie Ninateka.pl. Proszę tego nie powtarzać 🙂