Kotocień, udrzewione auto i inne pożytki z językowej samowoli

Powiększ obrazIlustracja w stylistyce nocnej sceny filmowej. Czerwony samochód z gałęzią wbitą w dach, z zielonymi liśćmi wystającymi z otwartych okien, jedzie drogą przez miasto. W tle, na mur oświetlony księżycem, pada ogromny, ciemny cień w kształcie kota ze świecącymi żółtymi oczami. Ponad murem - nocne niebo z księżycem i gwiazdami.

Neologizm w audiodeskrypcji? Brzmi podejrzanie? Audiodeskrypcja ma przecież opisywać obraz, a nie popisywać się słowotwórstwem autora. Ma być zrozumiała, szybka, precyzyjna, nie przeszkadzać filmowi.

To wszystko prawda. Aż pewnego dnia na warsztat audiodeskryptora/audiodeskryptorki trafia film, w którym cień odrywa się od kota, rośnie do ponadnaturalnych rozmiarów i okazuje się, że język polski nie jest na to przygotowany. Jeszcze. Wtedy pojawia się kotocień. Tak było w audiodeskrypcji filmu „Fleak”.

Można oczywiście powiedzieć: wielki czarny cień przypominający kota. Można nawet dodać, że ma oczy, rośnie, zbliża się i wszystko pożera. Jednak w filmie dla dzieci, przy szybkim tempie akcji… Za długo, za ciężko i za poważnie. Kotocień rozwiązuje problem od ręki, nawet od łapy. Jest kot. Jest cień. Jedno słowo i obraz gotowy.

Inny przykład: audiodeskrypcja filmu „Juliusz”. W dach samochodu wbity jest potężny konar. Auto rusza. Gałąź kołysze się, liście zaglądają do środka, samochód jedzie z godnością, jakby od zawsze był pojazdem częściowo roślinnym. I wtedy przydaje się określenie: udrzewione auto. Porównajmy: „jedzie samochód z wbitym w dach rozgałęzionym, ulistnionym konarem” albo „jedzie udrzewione auto”. Za pierwszym razem – oczywiście to pierwsze. Trzeba przecież powiedzieć, co się stało. Ale gdy scena trwa, przeciąga się i zaczyna śmieszyć samym trwaniem, skrót jest lepszy. Jedzie udrzewione auto. I wszystko wiadomo.

Pamiętajmy jednak, że nowe słowo musi być zrozumiałe, pasować do konwencji filmu i skracać opis, nie – komplikować go.

W filmach dla dzieci neologizmy mogą się sprawdzić wyjątkowo dobrze. Choćby dlatego, że najlepszymi twórcami neologizmów są same dzieci. Nie szukają słowa w słowniku, tworzą je spontanicznie i sprawdzają, czy działa. Odkurzacz może być kurzowciągiem, rękawiczka — palcową skarpetką, a cień kota — kotocieniem.

Dorośli autorzy audiodeskrypcji mogą się od dzieci uczyć odwagi w nazywaniu świata. Ale my też mamy coś do przekazania. Możemy pokazywać dzieciom, jak ważne są słowa. Pod warunkiem, że są trafnie dobrane.